Dramatyczny apel komitetu: „Szkoła pęka w szwach”
W imieniu komitetu, który zebrał znacznie więcej niż wymagane 200 podpisów, wystąpiła Michalina Lasota. Jej głos był głosem społeczności od lat zmuszonej do funkcjonowania w warunkach urągających współczesnym standardom. Podkreśliła, że stuletni budynek, projektowany dla 4 oddziałów, musi dziś pomieścić ich aż 12. Atmosferę na sali zagęściło przywołanie przez nią wypadku syna, który na ciasnym, zatłoczonym korytarzu doznał wstrząśnienia mózgu.
Mieszkańcy punktowali krytyczny stan placówki:
- Brak szafek i ciasnota: Dzieci nie mają własnej przestrzeni na rzeczy osobiste, a brak miejsca uniemożliwia nawet zmianę obuwia.
- Niebezpieczne klatki schodowe: Wąskie wejścia do piwnic i niedostosowanie dla osób z niepełnosprawnością.
- Piwniczne szatnie: Wilgotne, niskie pomieszczenia, do których uczniowie schodzą wielokrotnie, by udać się na lekcje WF-u czy posiłki.
- Wędrówki w deszczu: Dzieci zmuszone są biegać do oddalonej sali wiejskiej na obiady, co świętej pamięci dyrektor Jarosława Kiedrowska nazywała „opatrznością Bożą”, że dotąd nie doszło do większej tragedii.
Jednym z najmocniejszych argumentów był stan techniczny obecnego skrzydła tzw. gimnazjum. Mieszkańcy alarmowali, że budynek ten, posadowiony na dawnym bagnie (mokradło), „rozjeżdża się”, a na jego ścianach pojawiają się pęknięcia. W tym kontekście propozycja władz o kolejnej „dobudówce” została nazwana „pseudo-rozwiązaniem”, które nie eliminuje konieczności przemieszczania się dzieci między budynkami w mrozie i deszczu.
Bariera demograficzna i finansowa – stanowisko radnych
Po stronie władz gminy dominowały argumenty finansowe, które przedstawił Andrzej Miszczak, przewodniczący komisji budżetu. Wskazał on na twarde dane: od 2018 roku gmina dołożyła do oświaty 38 mln zł ponad otrzymaną subwencję. Zwrócił uwagę na wskaźnik skolaryzacji, który wynosi 75% – co oznacza, że aż co czwarte dziecko z obwodu uczy się w szkołach poza gminą (głównie w mieście Kościerzyna).
Kluczowym powodem formalnym odrzucenia uchwały stał się spór o gramatykę i wykonalność. Radni uznali zapis o „6-miesięcznym terminie na sporządzenie dokumentacji i uzyskanie pozwolenia na budowę” za nierealny.
– „Uchwała jest niewykonalna, a ja jako odpowiedzialny radny nie będę głosował za czymś, czego nie da się zrealizować” – argumentował Misczak, wskazując, że same procedury środowiskowe trwają znacznie dłużej.
Mieszkańcy ripostowali, zarzucając radnym „szukanie dziury w całym” i czepianie się spójnika „i”, podczas gdy ich intencją było po prostu zobowiązanie wójta do rozpoczęcia realnych działań.
Wójt Grzegorz Piechowski: „Przyszłość nie jawi się dobrze”
Wójt Grzegorz Piechowski nakreślił pesymistyczną wizję demograficzną, opartą na danych o spadku liczby urodzeń i wyhamowaniu migracji z Trójmiasta.
„Trójmiasto będzie miało zasoby, ale nie będzie miało ludzi” – cytował ekspertów, ostrzegając przed budowaniem obiektu, który za dekadę może stać się pustostanem.
Wójt ujawnił też kontrowersyjny fakt dotyczący bieżącej organizacji pracy szkoły: przypadek, w którym przyjęcie jednego dziecka spoza obwodu wymusiło utworzenie drugiego oddziału, co uznał za sytuację niedopuszczalną w obliczu braków budżetowych. Jego strategią jest wstrzymanie się z decyzją o 1-2 lata. Chce sprawdzić, czy modernizacja linii kolejowej i lepsze skomunikowanie z Trójmiastem faktycznie przyciągną nowych mieszkańców, czy pozostaną jedynie niespełnioną nadzieją.
Zamiast nowej szkoły, włodarz zaproponował:
- Adaptację poddasza starej szkoły na dwie sale lekcyjne.
- Budowę MDS (miejsca doraźnego schronienia) w piwnicach.
- Budowę łącznika z windą i szatniami, nawiązującego architektonicznie do zabytkowego budynku.
Spór o koncepcję: Nowa szkoła czy „dobudówka”?
Konflikt ogniskuje się wokół wizji inwestycji. Komitet domaga się realizacji koncepcji z 2022 roku na zakupionej już przez gminę działce za halą sportową. Mieszkańcy czują się oszukani – ziemia została nabyta, a teraz słyszą o modernizacji starego obiektu.
– „Nie nazywajcie dobudówki nową szkołą” – grzmieli przedstawiciele komitetu, przypominając, że budowniczowie sprzed stu lat mieli więcej wizji, bo wybudowali szkołę murowaną, a nie „szopę”. Wskazywali, że każda próba powrotu do koncepcji łącznika jest manipulacją i ignorowaniem woli mieszkańców, którzy już dwukrotnie (w 2018 r. i lutym 2026 r.) odrzucili ten pomysł w jawnych głosowaniach podczas zebrań wiejskich.
Wynik głosowania i historyczna odpowiedzialność
Finał sesji miał niezwykle ciężki ładunek emocjonalny. Krzysztof Drewczyński przytoczył fragment Ewangelii wg św. Mateusza o faryzeuszach, którzy „przecedzają komara, a połykają wielbłąda”, odnosząc to do radnych skupiających się na literówkach w uchwale zamiast na losie dzieci.
Mimo apeli matki czwórki dzieci i ostrzeżeń o „śmiertelnym wypadku”, do którego może dojść w ciasnym budynku, wynik był bezlitosny: 2 za, 10 przeciw, 1 wstrzymujący się.
Przeciwko wybudowaniu nowej szkoły w Skorzewie głosowali:
- Wojciech Burandt
- Daniel Chocha
-Judyta Grau-Tocha
- Wiesław Jakubek
-Piotr Jankowski
-Irena Kreft
-Jarosław Litwin
-Andrzej Miszczak
-Danuta Szczepańska
-Karol Wysiecki

Decyzja ta oznacza, że nowa szkoła w Skorzewie ląduje w zamrażarce. Komitet zapowiedział jednak, że nie złoży broni i rozważa zaskarżenie uchwał uderzających w interes publiczny. Na sali wybrzmiały mocne słowa o moralnym rozliczeniu radnych: „Wy będziecie rozliczeni z dzisiejszego wyboru. Dzieci głosu nie mają, ale to o ich losie dziś przesądziliście”. Kolejna szansa na zmianę losu oświaty w Skorzewie może pojawić się dopiero za dwa lata, gdy gmina ponownie zweryfikuje swoje demograficzne prognozy.
Mieszkańcy nie rezygnują z walki o realizacje obietnicy złożonej przez gminę i rozpoczęli protest, który już 5 dzień (18 września 2026 ) trwa pod budynkiem Urzędu Gminy.
Materiał z ostatniej sesji :
Materiał z naszego archiwum:

Napisz komentarz
Komentarze